To jest rekordowy mundial, jeśli chodzi o strzelane gole. Do tej pory w jednym meczu padają średnio ponad trzy bramki. Więcej słabych drużyn? Więcej przerw na odpoczynek? Po części tak, ale główne rozwiązanie tej zagadki może tkwić w... gniazdku elektrycznym.
Amerykanie są szczęściarzami. W ich ulubionej koszykówce punkt zdobywa się za punktem. W futbolu amerykańskim też nie ma nudy. 90 minut w oczekiwaniu na jednego gola w piłce nożnej ich nie zachęcało, a przecież bezbramkowe mecze to też norma. Mundial 2026 jest jednak pod nich skrojony. Średnia goli na spotkanie wynosi ponad trzy, to rekord tej imprezy w XXI wieku. Przypadek?
Gole w górę. To przez słabeuszy czy przerwy?
Dla porównania przypomnijmy, że rekordowy pod względem bramek był ostatni mundial. W Katarze kibice oglądali średnio 2,69 gola na mecz. To było minimalnie więcej niż w Rosji w 2018 r. (2,64 gola na mecz). Zbliżony wynik notowały jeszcze wcześniejsze imprezy, z wyłączeniem mundialu w RPA. Choć wtedy zmorą bramkarzy była nieokiełznana dla nich piłka Jabulani, to średnia bramek wyniosła 2,27. A teraz? Po raz pierwszy od 68 lat potrzeba było tylko 33 meczów, aby zanotować trzycyfrową liczbę goli. Setka pękła na meczu Holandii ze Szwecją (5:1).






