Po niewpuszczeniu do USA sędziego z Somalii, po szykanach na granicy wobec kibiców i piłkarzy, wielu fanów zachodzi w głowę, po co Amerykanom w ogóle ten mundial. Odpowiedź jest dość oczywista, choć wielu może zaskoczyć.

Wielu korespondentów na mistrzostwach świata w USA zaskoczyły obiekty. Ich wielkość, funkcjonalność i nowoczesność wzbudzają zachwyt również kibiców. W serwisach społecznościowych nietrudno natknąć się na wpisy i filmiki, które nie kryją podziwu dla sportowej infrastruktury. Jest on tym większy, gdy goście dowiadują się, że żaden z obiektów nie powstał specjalnie na mundial, a na co dzień grają na nich przy pełnych trybunach drużyny National Football League. Gdyby goście ze świata dowiedzieli się jeszcze, że mundialu nie gości żaden z czternastu największych czynnych stadionów w USA, pewnie byliby w głębokim szoku.

Okazało się, że nie tylko Trump jest problemem

Jednak infrastruktura to jedna z niewielu rzeczy, którą goście podziwiają w USA. Reszta przenika ich raczej grozą. Obawy podnoszone przed mundialem potwierdziły się. Kibice, dziennikarze, a nawet wyznaczony przez FIFA sędzia mają problemy, by amerykańską granicę w ogóle przekroczyć. Kłopoty mieli nawet najsłynniejsi zawodnicy świata, którzy na lotniskach byli poddawani gruntownym kontrolom. Najpoważniejsze dotyczyły zawodników spoza Europy. Piłkarze Senegalu czy Iraku na granicy spędzili długie godziny. Zawodnicy z Uzbekistanu zostali nawet poddani skrupulatnym kontrolom przy wjeździe na stadion.