Pani Marta ma płacić prawie 4 tys. zł miesięcznie za pobyt matki w DPS. - Przez lata nie miała ze mną kontaktu, nic mi nie dała, a urzędnicy niszczą początek mojego dorosłego życia - mówi 28-latka.

W zeszłym roku opisaliśmy problemy 28-letniej dziś pani Marty, która dowiedziała się, że musi płacić za pobyt matki w domu pomocy społecznej.

Pani Marta razem z rodzicami i starszym bratem mieszkała w Ogrodzieńcu. - Kiedy byłam mała, mama popijała od czasu do czasu. Nigdzie nie pracowała, łapała dorywcze zajęcia. Dom był na głowie taty - opowiadała.

Z czasem w domu coraz częściej przybywało pustych butelek.

- Matka albo spała, albo się awanturowała. Zaczęła interweniować policja. Niby nic drastycznego się nie działo. Nie założono nam Niebieskiej Karty, nie było typowej przemocy, ale matka piła cały czas. Ojciec zagryzał zęby, próbował coś zmienić. Dwukrotnie udało się nam wysłać matkę na przymusowe leczenie. Efekt był taki, że chodziła na spotkania AA, ale wracała i zamykała się w łazience, gdzie piła — wspominała pani Marta.