Marta odziedziczyła mieszkanie przy Kruczej i myślała, że w centrum będzie miała wszystko pod ręką. Dziś zakupy robi poza dzielnicą, nie wyobraża sobie tu wychowywania dziecka i mówi, że trzyma się Śródmieścia "ostatnim włóknem mięśniowym".

Marta mówi, że ma cudowną sytuację życiową. Właśnie stuknęła jej trzydziestka, jest fizjoterapeutką, lubi swoją pracę i kocha mieszkanie przy ul. Kruczej, które odziedziczyła po dziadkach: wysokie sufity, dobry układ, światło z dwóch stron. Gdy trzy lata temu przeprowadziła się do Śródmieścia z dalekiego Ursynowa, wyobrażała sobie, że wszędzie będzie miała blisko. - A właściwie nie robię zakupów u siebie, bo nie mam gdzie. Najbliższa Biedronka jest w Alejach Jerozolimskich. Samochodem nie pojadę, bo nie mam gdzie zaparkować, a z siatami musiałabym wracać pieszo. Więc zakupy robię po pracy, przy okazji wizyty u rodziców albo gdzieś dalej, gdzie mogę podjechać autem - mówi.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

Materiał promocyjny

egzamin ósmoklasisty