To był mecz, podczas którego na trybunach działo się jeszcze więcej niż na boisku. Za spotkaniem Iranu z Nową Zelandią, rozgrywanym w Los Angeles, kryła się bowiem historia bez precedensu - pierwszy raz w historii mundialu gospodarz gościł reprezentację kraju, na który jeszcze przed chwilą zrzucał bomby. Reprezentację kraju wciąż rządzonego przez krwawy reżim, przed którym wielu kibiców będących na stadionie musiało kiedyś uciekać. Wynik (2:2) ma w tym przypadku drugorzędne znaczenie.
Jedna z Iranek naciąga na oczy czarną opaskę, wstaje z krzesełka i rozwija irańską flagę z czasów sprzed rewolucji. Zastyga i stoi w bezruchu kilkadziesiąt sekund, dbając, by flaga była widoczna w całości. FIFA miała traktować ją jako niedozwolony symbol polityczny i zabronić wnoszenia jej na stadion.
Kobieta jest po trzydziestce, ma typowo irańską urodę. Na mecz przyszła w białej koszulce. Na plecach - w miejscu, gdzie zwykle znajduje się nazwisko piłkarza - ma "January" (styczeń). Tam, gdzie numer, "8-9". Data nawiązuje do kulminacji i najkrwawszych dni wielkich antyrządowych protestów, które przetoczyły się przez Iran na przełomie 2025 i 2026 roku. W tych dniach służby brutalnie pacyfikowały demonstracje w Teheranie i wielu innych miastach, co doprowadziło do ogromnej liczby ofiar.















