30 lat temu otwarto Nowy Świat po generalnym remoncie. Od niego zaczęło się zwężanie ulic w Warszawie, które trwa w mozolnym tempie mimo wielkich protestów. Efekty: więcej zieleni, wygoda dla pieszych czy rowerzystów i aż sześciokrotnie niższa liczba ofiar śmiertelnych wypadków.
15 czerwca 1996 r. na środku Nowego Światu stanęła trampolina, a skoki były niemal po dachy kamienic. Przyjechał też prezydent Warszawy Marcin Święcicki. Właśnie skończył się trwający zaledwie 133 dni remont za 3 mln zł, który zmienił tę część Traktu Królewskiego z PRL-owskiego ścieku komunikacyjnego w salon stolicy.
Od tego miejsca zaczęło się zwężanie jezdni kolejnych ulic i oddawanie pieszym przestrzeni, którą dotąd zajmowały parkujące i jeżdżące samochody. Z perspektywy trzech dekad widać, że nie wszystko na Nowym Świecie udało się na piątkę. Brakuje pasów rowerowych i nowej zieleni. Nie ma też torów tramwajowych i w weekendy, gdy ulica zamienia się w deptak, pasażerowie autobusów tkwią w korkach na objazdach. Osobny temat to stopniowe przekształcanie się Nowego Światu z salonu miasta z eleganckimi sklepami w ściek, którym tym razem płynie alkohol z coraz to nowych knajp.
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.






