Jeremy Sochan został mistrzem NBA i znalazł się na szczycie koszykarskiego świata po swoim najgorszym sezonie w karierze. 23-letni Polak miał śladowy wkład w sukces New York Knicks, a jego przyszłość w lidze jest niepewna.

W styczniu 2024 roku, po 100. meczu Jeremiego Sochana w NBA, napisałem artykuł, w którym porównałem start jego kariery z tym, który miał w tej lidze Marcin Gortat. Porównanie było korzystne dla Sochana, choć - abstrahując od ich różnych koszykarskich początków i pozycji na boisku - jednym z zastrzeżeń przy nim był poziom zespołów, w których zaczynali. Gortat grał niewiele w silnych Orlando Magic, każde 10 minut było dla niego osiągnięciem. Sochan grał dużo w słabiutkich San Antonio Spurs, w wieku 20 lat potrafił zdobyć aż 33 punkty w meczu. Dziś też można pokusić się o porównanie, ale tym razem jest ono korzystne dla Gortata.

To drugie porównanie jest zasadne, bo w karierach obu panów jest wspólny mianownik – obaj zagrali w finale NBA po czterech latach od wyboru w drafcie. Różnica znów jest zasadnicza, bo w 2009 roku, gdy Magic z Gortatem w składzie rywalizowali z Los Angeles Lakers, o "Polskim Młocie" mówiło się coraz więcej, jego akcje rosły, po przegranym 1-4 finale środkowy dostał ofertę kontraktu na 34 mln dol. za pięć lat gry. Akcje Sochana, mimo, że został mistrzem ligi po tym, jak Knicks wygrali 4-1 ze Spurs, spadają. Wydaje się wręcz, że Polak może być na wylocie z NBA. Każdy kontrakt z jakimkolwiek zespołem będzie uznany za sukces.