Czy to możliwe, by mimo bardzo przeciętnej kariery klubowej stać w jednym szeregu z Leo Messim i Cristiano Ronaldo? Guillermo Ochoa udowadnia, że tak. 40-letni Meksykanin powraca na mundial, by na swej ulubionej scenie dopisać prawdopodobnie ostatni akt kariery.
Większość kibiców piłki nożnej może przez cztery lata nie pamiętać o jego istnieniu. Nie wiedzieć, gdzie gra, jak gra i czy w ogóle gra. Pozostaje wtopiony w piłkarskie tło, jego kariera klubowa nigdy niczym szczególnym się nie wyróżniała. A jednak raz na cztery lata nadchodzi jego czas. Guillermo Ochoa to ukochany syn mistrzostw świata.
Ronaldo, Messi i on
Niewielu na świecie piłkarzy może o sobie powiedzieć, że osiągnęli coś, co poza nimi udało się tylko Cristiano Ronaldo i Leo Messiemu. Robert Lewandowski jest jedynym obok tej dwójki gigantów z trzycyfrowym dorobkiem bramkowym w Lidze Mistrzów. W 2026 roku kimś takim stał się również Ochoa. Jest bowiem tylko trzech piłkarzy w dziejach piłki nożnej, którzy będą mieć na koncie udział w aż sześciu mundialach: Ronaldo, Messi oraz właśnie on.
Do Europy trafił w 2011 roku jako 26-latek z meksykańskiego Club America. I to nie do mocnej drużyny, a do słabeusza Ligue 1, jakim było wtedy AJ Ajaccio. Lepsze kluby odstraszać mogły jego warunki fizyczne (185 cm wzrostu), bo choć Iker Casillas (182 cm) w przeszłości, czy Yann Sommer (183 cm) ostatnio zrobili duże kariery, niżsi golkiperzy zawsze mają trudniej. Choć niekoniecznie w Meksyku, bo tam 57 meczów w kadrze ma na koncie np. mierzący 175 cm wzrostu Oscar Perez.












