Urokowi tej powieści trudno się oprzeć. To nie tylko wirtuozerski opis psiego zachowania.

Powieść o psie? To zawsze ryzykowny pomysł. Doskonale o tym wiedział trzydziestodwuletni Sándor Márai, gdy uznał, że "przez lata zgromadził już dostateczny materiał kliniczny o psach w ogólności".

W asekuracyjnym wstępie do "Csutory" pisze o tym pomyśle jako o "słabości", która "czasem dopada pisarzy (…), żeby swoją uwagę oraz intencję przenieśli z odwiecznego i wybitnego modelu – człowieka – na niższych rangą statystów dzieła stworzenia".

A jednak idzie taki pisarz na spacer, podczas którego z zadziwieniem – choć przecież zdarza się to nie po raz pierwszy – obserwuje, jak pies w magiczny sposób słucha swojego opiekuna. Jednocześnie zupełnie się nim nie przejmując. Gdy tak przygląda się tej dynamicznej relacji, już wie – będzie z tego powieść.

skrót wydarzeń dnia