Dzięki ojcu spojrzał w niebo, matce zawdzięcza zrozumienie dla outsiderów. W jego filmach o UFO nigdy tak naprawdę nie chodziło o UFO.

Jeśli wierzyć Stevenowi Spielbergowi, jest gotowy na pierwsze spotkanie z kosmitami. Gdy Stephen Colbert zapytał go, kto powinien zostać ambasadorem Ziemi podczas kontaktu z obcą cywilizacją, reżyser odpowiedział bez namysłu: "Dla mnie to oczywiste: powinienem to być ja".

Trudno o lepszego kandydata. W końcu niewielu twórców poświęciło tyle czasu na wyobrażanie sobie przybyszów z kosmosu. Od "Bliskich spotkań trzeciego stopnia" (1977) przez "E.T." (1982) i "Wojnę światów" (2005) aż po najnowszy "Dzień objawienia" (2026) Spielberg konsekwentnie wraca do tego tematu. Jak sam przyznaje, od zawsze fascynowały go rzeczy, których nie da się łatwo wyjaśnić.

kultura

Nauka