Kanioning był w programie wyjazdu, ale nie wiedziałam, czym jest. Grupa okazała się bardzo dobrze dobrana: nikt nie miał zielonego pojęcia, co będziemy robić.
Ależ pięknie i biało – pomyślałam. I dotarło do mnie, że mam otwarte oczy. Chwilę wcześniej, gdy zjeżdżałam po głazach kilka metrów w dół, myślałam tylko o tym, żeby je zamknąć, zanim wpadnę do wody. Ale wszystko wydarzyło się tak szybko.
Gdy zleciałam pod wodę, nagle świat wyhamował; poczułam się, jakbym oglądała film w zwolnionym tempie. Spojrzałam nad siebie, w stronę powierzchni. Mam do niej pół metra? Mniej? Więcej? Byłam głębiej, niż się spodziewałam. Spróbowałam płynąć w górę, ale rwący nurt niósł mnie, jak chciał. Moje niezgrabne ruchy zdawały się nie robić na nim wrażenia.
Materiał promocyjny
Nasza Europa








