"Po tym balu jej kareta wcale nie zamieni się w dynię" - napisał "Le Parisien" przed finałem Rolanda Garrosa, w którym Maja Chwalińska zmierzyła się z Mirrą Andriejewą. Nasz Kopciuszek przegrał 3:6, 2:6, ale rzeczywiście piękna kareta jest prawdziwa. A bajka o Mai, którą zachwyca się cały świat, ma piękny morał. Korespondencja z Paryża wysłannika Sport.pl, Łukasza Jachimiaka.
fot. EPA/TERESA SUAREZ
Chcecie bajki? Oto bajka: była sobie pchła Majka – tak pewnie powiedziałaby Maryla Rodowicz, która przed finałem w rozmowie ze Sport.pl nazwała Maję "małą, szybką pchełką". Premier Donald Tusk pisał, że nasza "Pszczółka Maja" jest lepsza od rosyjskich rakiet, bo w ćwierćfinale pokonała Rosjankę Kalinską, a w półfinale następną Rosjankę – Sznajder. W Paryżu w Mai Chwalińskiej od kilku dni ludzie widzą przede wszystkim Kopciuszka. "Po tym balu jej kareta wcale nie zamieni się w dynię" – napisało "Le Parisien", nie czekając na wynik finału. I to jest prawda.
Zobacz wideo 14-letnia Maja Chwalińska o tenisowych marzeniach
W trakcie rozgrzewki Chwalińskiej i Mirry Andriejewej marzyłem, żeby ten finał był jak stara radziecka bajka "Wilk i zając". Kto miał być kim – wiadomo.







