W finale wielkoszlemowego turnieju Roland Garros Maja Chwalińska przegrała z Rosjanką Mirrą Andriejewą 3:6, 2:6. Ale to i tak największy sukces w karierze Polki, która nigdy wcześniej nie była w top 100 rankingu WTA.

Fot. REUTERS/Stephane Mahe

Nikt się nie spodziewał, że po odpadnięciu Igi Świątek w czwartej rundzie Roland Garros w sobotnim finale turnieju i tak wystąpi polska tenisistka. Maja Chwalińska zaskoczyła cały świat, pokonując kolejne wyższej sklasyfikowane przeciwniczki. Wciąż 114. na świecie Polka w meczu o tytuł w stolicy Francji rywalizowała z ósmą w rankingu WTA Mirrą Andriejewą. Eksperci podkreślali, że to 19-letnia Rosjanka jest faworytką ich starcia.

Zobacz wideo 14-letnia Maja Chwalińska o tenisowych marzeniach

Początek sobotniego finału to seria przełamań z obu stron. Polka po siedmiu minutach przegrała swojego pierwsze gema. Była w stanie zaskakiwać skrótami Rosjankę, ale po chwili ta odpowiedziała mocnym atakiem z góry na dół. - Piłki Mai muszą być dłuższe, żeby nie dochodziło do takich sytuacji - mówił Lech Sidor, komentator Eurosportu.