- Trzeba było szybko reagować - mówi Paweł Kałuża, który pod koniec 12-letniej współpracy zauważył pierwsze niepokojące symptomy u Mai Chwalińskiej mierzącej się później z depresją. Trener, który odkrył talent polskiej bohaterki Rolanda Garrosa i nauczył ją doprowadzać rywalki do rozpaczy, opowiada też Sport.pl m.in. o niekomfortowych porównaniach i pytaniach o Igę Świątek.

Zajmująca 114. miejsce w światowym rankingu Maja Chwalińska od dwóch tygodni podbija Paryż. 24-letnia tenisistka, która nigdy wcześniej w Wielkim Szlemie nie przeszła drugiej rundy, w czwartek powalczy o awans do finału Rolanda Garrosa. Jeden z ojców tego sukcesu - trener Jaroslav Machovsky - zasiada na każdym meczu w jej boksie. Przed telewizorem zaś kciuki trzyma za nią Paweł Kałuża, dzięki któremu Maja jako siedmiolatka trafiła do tenisa. Choć sam też w pewnym momencie wysłał ją na zajęcia siatkarskie. O wspominanej ciepło drodze, którą razem przeszli, ale i m.in. początkach niebezpiecznego pracoholizmu robiącej furorę Polki, jej pierwszy szkoleniowiec opowiedział w długim wywiadzie Sport.pl.