Iga Świątek próbowała dowiedzieć się czegoś więcej o stanie zdrowia Mai Chwalińskiej od Macieja Ryszczuka, ale ich wspólny trener przygotowania fizycznego, niewiele jej zdradził. - No i dobrze, bo w sumie nie powinien - dodała z lekkim uśmiechem była liderka światowego rankingu tenisistek. Ale była w pełni poważna, mówiąc o sporym pechu bliskiej koleżanki z kortu - pisze z Wimbledonu Agnieszka Niedziałek.

Narodziny Igi Świątek i Mai Chwalińską dzieli niespełna pół roku, ale w tenisowym świecie do niedawna dzieliła je przepaść. Ta przepaść niemal zniknęła podczas odbywającego się obecnie wielkoszlemowego Wimbledonu, który był pierwszym startem Mai po sensacji sprawionej niespełna miesiąc temu, jaką było dojście do finału Rolanda Garrosa. - To duża zmiana - przyznaje Iga.

Zobacz wideo Chwalińska o najtrudniejszym momencie

Ryszczuk nie zdradził zbyt wiele Świątek. "Czasami sport jest okrutny""

Zaledwie jedna piłka dzieliła Chwalińską od tego, by razem ze Świątek być teraz w drugiej rundzie singla. Zamiast tego przegrała mecz otwarcia i musiała nagle wycofać się z zaplanowanego startu w deblu. Wszystko przez kłopoty zdrowotne, które dopadły ją w kluczowym momencie drugiego seta meczu z kwalifikantką Mananchayą Sawangkaew z Tajlandii. To dlatego przegrała 6:2, 5:7, 2:6. A dzień później, po dodatkowych badaniach, wycofała się też z debla.