Skutek tych dwu zdarzeń był identyczny: znikła granica między tym, co intymne, a tym, co skłonni jesteśmy wystawić na widok publiczny. Tajniacy i pismacy ramię w ramię zerwali zasłonę, za którą pisarz i aktorka mogli być sobą, zamiast odgrywać role przypisane ich publicznym wizerunkom. Obydwoje padli ofiarą medialnego linczu i – podobnie jak bohaterowie "Przy drzwiach zamkniętych Sartre’a" – znaleźli się w piekle, gdyż "piekło to inni".
W ostatnich latach życia Milan Kundera trafił do tego piekła. Dezawuowano wszystko, co osiągnął, co napisał, kim był. Im bardziej pragnął, by dano mu spokój, tym bardziej go nękano. Gdyby sądzić rodaków pisarza po tym, jak obeszli się ze swoim najsłynniejszym autorem, należałoby omijać Czechy szerokim łukiem.
Zobacz wideo Biblioteka Katarzyny Pakosińskiej robi wrażenie. Czy przeczytała wszystkie książki z kolekcji?
Za sprawą jednej policyjnej notatki zrobiono z niego agenta bezpieki, opluto przed całym światem, mimo że w komunistycznych archiwach nie znaleziono cienia dowodu, by kiedykolwiek donosił i brał za to pieniądze, jak wielu innych. Mimo to został kozłem ofiarnym i synonimem pisarza-donosiciela. Do tego jeszcze wrócimy.
Najpierw jednak rodacy wytykali pisarzowi, że nie wrócił do kraju. Mimo że z jakiegoś powodu nie czynili z tego zarzutu jego przyjaciołom: Škvoreckiemu, Lustigowi czy Kohoutowi, którzy również zdążyli ułożyć sobie życie za granicą – w Kanadzie, USA i Austrii.













