22-letniego Filipa Pieczonki tegoroczny Roland Garros zapamiętany zostanie jako miejsce wielkiego rozczarowania. Debiutancki występ Polaka w wielkoszlemowym turnieju, w którym startował w parze z Czechem Vitem Koprivą, zakończył się nie tylko sportową porażką, ale przede wszystkim niesmakiem wywołanym kontrowersyjną decyzją arbitra. Sprawę dla Sport.pl komentuje sędzia międzynarodowa Gabriela Załoga.
Mecz pierwszej rundy debla zapowiadał się obiecująco. Polski debiutant i jego partner zdominowali pierwszego seta, wygrywając 6:2. W drugiej partii, prowadząc 6:2, 5:3, byli o krok od sprawienia niespodzianki i pokonania reprezentantów gospodarzy. W kluczowym gemie przy serwisie rywali, na tablicy wyników widniał stan 30:30. Pieczonka miał na rakiecie piłkę, która powinna dać jego parze break pointa, a w konsekwencji piłkę meczową. Wtedy wydarzyło się coś, co wywróciło przebieg spotkania do góry nogami.






