- Sędzia robił koszmarną robotę. Poprosiłem superwajzorkę, żeby zobaczyli to wszystko i żeby sędzia dostał karę - mówi Filip Pieczonka. Polski deblista w parze z Czechem Vitem Koprivą był o włos od sprawienia sensacji w pierwszej rundzie Rolanda Garrosa. Niestety, zamiast meczbola była kara. A potem mecz uciekł.
Pawel Andrachiewicz/PressFocus
Aż dwie godziny i dziewięć minut świetnej walki, a na koniec rozczarowanie zamiast nagrody – tak skończył się wielkoszlemowy debiut Filipa Pieczonki. Nasz 22-latek i grający z nim Czech Vit Kopriva powinni mieć meczbola w drugim secie. Niestety, przez skandaliczną pomyłkę sędziego, mają teraz poczucie niesprawiedliwości. Ulegli rozstawionym z numerem 10 Francuzowi Edouardowi Rogerowi-Vasselinowi i Monakijczykowi Hugo Nysowi 6:2, 6:7 (5-7), 1:6.
Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! "Bardzo jej ufa"
Przy stanie 6:2, 5:3 i 30:30 Polak i Czech mieli przewagę w wymianie. Gdy wydawało się, że rywale już nie zdołają się wybronić, ktoś z trybun krzyknął, a sędzia stwierdził, że zrobił to Pieczonka. I uznał, że Polak przeszkodził rywalom, wobec czego to im przyznał punkt. Mimo protestów Amerykanin Scotty Moore trwał przy swojej decyzji. – Pie… żart. Zniszczyłeś mecz – powiedział mu na koniec Pieczonka.






