Podczas gdy światowy tenis niemal w całości oddał się w ręce algorytmów i kamer, paryska mączka wciąż pozostaje miejscem, gdzie o triumfach, porażkach i wielkich pieniądzach cały czas decyduje ludzkie oko. Organizatorzy French Open wybrali drogę "strażników tenisowej świątyni". Ostatnio znów jest o tym głośno.
Głośno i kontrowersyjnie. Jak podczas i po meczu Caspera Ruuda z Joao Fonsecą w IV rundzie. Ruud miał piłkę setową w tie-breaku drugiej partii przy stanie 8-7. Fonseca uderzył w kierunku linii końcowej, gdy jeden z kibiców na trybunach krzyknął "aut". Sędzia wskazała jednak piłkę w korcie, pokazując ślad na linii. Ponieważ Rudd nie przerwał akcji i sam odbił piłkę w aut, stracił w tej sytuacji punkt. Arbiter nie uznała, że ktoś z trybun go rozproszył, nie powtórzyła punktu, poprosiła jedynie publiczność o ciszę i niesędziowanie. W Paryżu nie ma wideoweryfikacji, ale stacja TNT przygotowuje powtórki w technologii hawk-eye (czyli w technologii weryfikacji). Po tej akcji pokazano na animacji, że piłka nie weszła w pole. A ci, którzy oglądali mecz w TNT, szybko zrobili wrzawę w mediach społecznościowych, grzmiąc, że Ruud został okradziony z punktu, który mógł dać mu seta.






