W turnieju nie ma już Jannika Sinnera i Novaka Djokovicia, ale na starcie drugiego tygodnia Rolanda Garrosa jeszcze trudniej uwierzyć, że od teraz nie będzie upałów. Spiekota po 33-34 stopni Celsjusza od niedzieli do soboty wymęczyła wszystkich. I wygenerowała takie wydatki, których na razie nikt nie potrafi zliczyć.

Łatwiej było wejść na Court Philippe Chatriera na każdy mecz w sesji wieczornej niż dostać się do jakiegokolwiek z kilkudziesięciu kranów na terenie Stade Roland Garros. Na terenie tenisowego parku, w którym odbywa się French Open, przez pierwszy tydzień wszyscy walczyliśmy o przetrwanie. Kto znalazł skrawek cienia i jeszcze najlepiej leżak albo chociaż krzesło, ten był tu królem życia. Lepiej tam było oglądać mecz, zerkając na telebim, niż smażyć się na trybunach któregoś z kortów. Ale my to wszystko przeżyliśmy.