Miłośnicy tenisowych statystyk znów nam to robią. Właśnie ogłosili, że pokonując Sarę Bejlek w II rundzie Rolanda Garrosa, Iga Świątek przeszła do historii, robiąc coś, czego Paryż nie widział od 45 lat. Tymczasem my musimy z pewnym niepokojem patrzeć na to, co się wydarzyło dziś i co się może wydarzyć pojutrze - pisze z Paryża dziennikarz Sport.pl Łukasz Jachimiak.
W środę Iga Świątek zagrała w Paryżu mecz, który trudno było oglądać. To był brzydki tenis, nawet jak na dopiero drugą rundę turnieju wielkoszlemowego. Oczywiście najważniejsze, że Polka pewnie wygrała 6:2, 6:3. Ale bardzo ważne jest i to, żeby szczerze ocenić, jak zagrała. I żeby nie zaklinać rzeczywistości.
"Iga Świątek została zawodniczką z największą liczbą zwycięstw po swoich pierwszych 45 meczach na Rolandzie Garrosie w erze open. Legendarne" – ogłosił statystyczny serwis OptaAce tuż po meczu Świątek z Bejlek. Cóż, to prawda. I nawet nie sposób się nie zgodzić, że to legendarne. Spójrzmy więc w tę tabelkę. I ponapawajmy się trochę. A potem zejdźmy na ziemię.






