Nie minęło pół godziny, a Iga Świątek już chowała się pod parasolem i patrzyła, jak obsługa Rolanda Garrosa podlewa kort. Na głównej arenie turnieju, czyli na obiekcie Philippe'a Chatriera, jedna z głównych faworytek do końcowego triumfu wygrała pewnie z Australijką Emerson Jones 6:1, 6:2. A najważniejsze, że szybko mogła zejść z tej patelni, na której smażyła się w sumie przez 60 minut.
Łukasz Jachimiak
Emerson Jones w lipcu skończy dopiero 18 lat. Gdy Iga Świątek w 2024 roku była numerem jeden na światowej liście WTA i wygrywała Rolanda Garrosa po raz czwarty w swojej karierze, Australijka zostawała liderką światowego rankingu juniorek. W tamtym sezonie Jones grała w finałach Australian Open i Wimbledonu. Teraz w Paryżu rozegrała swój pierwszy w życiu mecz na mączce w profesjonalnym tenisie. I od razu trafiła na "królową ziemi".
Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! "Bardzo jej ufa"
Pierwszy gem Świątek wygrała do zera w minutę. Drugi, przy serwisie Jones, też wygrała do zera. Kilka tysięcy kibiców na Court Philippe Chatrier patrzyło na to z radością. Raz, że Paryż bardzo ceni Świątek. Dwa: poniedziałek jest tu niesamowicie upalny i jasne było, że im szybciej Polka wygra mecz, tym krótszy będzie czas spędzony przez większość publiczności w pełnym słońcu. Od godziny 12, gdy zaczęło się spotkanie, tylko mniej więcej połowę trybun zakrywał cień. Ale i w nim kibice nie przestawali się wachlować.







