Roland Garros jeszcze przed startem zmagań w drabince głównej stanął pod znakiem protestu gwiazd tenisa, które oczekują większych wynagrodzeń dla wszystkich zawodników. Nie ma jednak zupełnej jednomyślności - niejako w kontrze do Aryny Sabalenki czy Igi Świątek stanęły choćby Marta Kostiuk i Emma Raducanu. Obie powody swej decyzji przedstawiły na konferencjach prasowych.
Fot. REUTERS/Ana Beltran
- Myślę, że w pewnym momencie to zbojkotujemy. Czuję, że to będzie jedyny sposób, by walczyć o swoje prawa. Zdecydowanie, kiedy widzisz te liczby i kwoty, które otrzymują zawodnicy… czuję, że to my jesteśmy winni. Mam wrażenie, że bez nas nie byłoby turnieju i nie byłoby tej rozrywki. Czuję, że zdecydowanie zasługujemy na większy procent (z 15 na 22 proc. - red.) - mówiła Aryna Sabalenka (1. WTA) o podziale zysków na turniejach Wielkiego Szlema.
Zobacz wideo Bogusław Leśnodorski finansował karierę Igi Świątek? "To on polecił Darię"
Czołowi tenisiści, jak wspomniana Sabalenka czy Iga Świątek (3. WTA), zaplanowali protest, ograniczając pierwszy Media Day podczas Roland Garros do 15-minutowych wystąpień na konferencjach prasowych. Nie wszyscy postawili do tego przystąpić.















