Małgorzata Polek miała 13 lat, gdy zachorowała na nowotwór kości. Leczenie ciągnęło się latami: trzy lata chemii, mnóstwo operacji. Przy pierwszej biopsji zakażono ją gronkowcem, co jeszcze bardziej pogorszyło jej stan zdrowia.

– Lekarze przez lata próbowali ratować nogę, ale ciągle wracały stany zapalne, przetoki i ogromny ból. Po leczeniu onkologicznym jeszcze przez 11 lat walczyłam o to, żeby nie doszło do amputacji. W końcu lekarz powiedział wprost, że jeśli nie amputują nogi, to umrę – opowiada Małgorzata.

Całe jej nastoletnie życie było walką o zdrowie. Szpital stał się jej drugim domem. Większość czasu spędzała w Warszawie, 450 km od miejsca zamieszkania.

– Byłam już wtedy bardzo zmęczona fizycznie i psychicznie. Kiedy doszło do amputacji, oczywiście był strach, ale jednocześnie poczułam ulgę. Przez tyle lat żyłam w ciągłym bólu i leczeniu. Po raz pierwszy od dawna ten ból po prostu się skończył – opowiada.

– Dziś już nie nazywam tego tragedią. Może to nawet było jakieś szczęście od losu, bo nie wiadomo, jak potoczyłoby się moje życie? – zastanawia się z kolei Piotr Kąkol.