Czas niewinności buntowniczej piłki ulicznej się skończył. Rewolucja pożarła swoje dziecko i wydała na pastwę komercji.
Za dwa tygodnie zaczyna się mundial w Ameryce i tu, w Los Angeles, będzie to akurat oznaczać kolizję z czymś, z czym się totalnie skomercjalizowana FIFA i jej arcybogata piłka na mundialu nie zetknęły – z buntowniczym, antyelitarnym, społecznym, trochę dzikim zjawiskiem miejskim: street soccerem. Organizują się spontanicznie, wybierają składy jak kiedyś na polskich podwórkach, grają za darmo – ba, każdy może grać za darmo – grają w podróbach, w gaciach spuszczonych zdecydowanie za nisko, a dumą jest "założenie siatki", zrobienie szybkiego elástico lub lençola na wymiar przeciwnika. W dupie mają futbol spod znaku wielkich federacji, wielkich koncernów. To futbol kontestujący, alternatywny, antytrumpowski, parkingowy. Normalnie piłkarski socjalizm.









