Zamiast narodowej kardiologii i liczenia matematycznych szans na wyjście z grupy, święty spokój i czysta radość z futbolu. Choć Biało-Czerwonych zabraknie na mundialu, sam turniej może być najlepszym, jaki przeżyjecie od lat. Podpowiadam, jak porzucić rolę surowego sędziego rodaków na rzecz konesera światowej piłki, znaleźć sobie "zastępczą ojczyznę" i dać się porwać egzotyce największych mistrzostw globu w historii.
Przyznam szczerze, bez bicia – kibicowanie reprezentacji Polski na wielkich turniejach w XXI wieku to w dużej mierze sport ekstremalny, dla ludzi o stalowych nerwach i wysokiej tolerancji na ból. Scenariusz wiele razy był taki sam: mecz otwarcia, mecz o wszystko, mecz o honor. I do domu. Przeżywaliśmy pompowanie balonika, które kończyło się wielkim hukiem już po 180 minutach gry.
Na mundialu w USA, Kanadzie i Meksyku Polaków nie będzie, bo odpadli w barażach ze Szwecją. Jak się zatem cieszyć imprezą bez naszych piłkarzy? Dostajemy od losu coś bezcennego: święty spokój. Po raz pierwszy od 2014 roku i mistrzostw świata w Brazylii nie musimy analizować stanu zdrowia naszego kapitana, nie musimy kłócić się o to, czy selekcjoner dobrał odpowiednie "wahadła", i – co najważniejsze – nie musimy czuć tego specyficznego, narodowego wstydu, gdy plan taktyczny sypie się po pierwszej straconej bramce. To będzie mundial czystej radości. Zasiadamy przed telewizorami nie jako sędziowie surowo rozliczający rodaków, ale jako koneserzy dyscypliny, którą kochamy. Bez nerwów, bez kardiologa w pobliżu, za to z pełnym otwarciem na piękno gry.








