Instytucje zajmujące się rodziną wiedziały, że ojciec Piotrusia zabił kiedyś własną matkę. Kuratorka mówiła, że "coś jej nie gra", a asystentka rodziny bała się tam chodzić do sama.
Na policję dzwoni kierowniczka OIOM-u Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze. Od tygodnia na oddziale leży 11-tygodniowy chłopiec z Przemkowa. Jest nieprzytomny i w stanie krytycznym.
Według rodziców zachłysnął się mlekiem.
– Nie ujawniliśmy w płucach pokarmu ani wymiocin – mówi później śledczym szefowa oddziału.
Lekarze widzą za to połamane żebra i urazy czaszki. Chłopiec ma niedotlenienie mózgu. Już się nie budzi. Rodzina zastępcza, która przejmuje wtedy nad nim opiekę, nadaje mu imię Piotr (i tego w tekście będziemy używać). Wcześniejsze miał po ojcu.















