"Masz się meldować, żebym się nie stresowała", "Nie chcesz? To zjedz chociaż mięso, a ziemniaki zostaw", "Kochanie, chciałabym, ale nie mogę zabrać cię ze sobą do pracy". Te i wiele innych zdań nasze mamy powtarzały niemalże do znudzenia. Co wtedy myślałyśmy? Że przesadzają, że uprzykrzają nam życie, że zmuszają nas do czegoś zupełnie bez powodu. Refleksja przyszła dopiero po latach. Szczególnie silna u tych, które teraz mają swoje dzieci. Co moje rozmówczynie najbardziej doceniły w swoich mamach, gdy same znalazły się w tej roli? Oddaję im głos.
Zobacz wideo Teraz czas MaMy
Zuzia, mama ośmiolatki i sześciolatka
Dopiero gdy zostałam matką, uświadomiłam sobie jej trud i wysiłek. Jak wiele razy było jej ciężko, a mimo to zawsze była radosna i uśmiechnięta. Nie wiem, jak ona to robiła, że nigdy nie widziałam po niej zniecierpliwienia, rozdrażnienia, nigdy nie usłyszałam: "Nie mam czasu, później".
Zrozumiałam, dlaczego mówiła, że gotowała obiad do 3 w nocy (dziwne, przecież mogła zrobić to wcześniej, prawda?). Zrozumiałam, jak to jest przesuwać na coraz to późniejsze godziny kolejne obowiązki, bo nie da się zmieścić wszystkiego w 24 godziny. Zrozumiałam, jak to jest odkładać własny komfort, odpoczynek, wygodę i radość na potem. W dodatku robić to z uśmiechem, bez poczucia porażki czy uciemiężenia.












