Referendum w Krakowie to kubeł zimnej wody dla wielu prezydentów w Polsce. Przekonanie, że skoro się nim już jest, to złapało się pana Boga za nogi i nie trzeba się już niczym przejmować, właśnie prysło. Rządzącym nigdy dość lekcji pokory - mówi prof. Jarosław Flis, socjolog i komentator polityczny z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Prof. Jarosław Flis: Szanse od początku były pół na pół. Wynik, na który wszyscy czekali, to frekwencja. Ja zastanowiłbym się nad sensem reguł takiego referendum w ogóle.

- Nie, było dostępną opcją. Chodzi o to, że instytucja referendum jest zupełnie nieprzemyślana, bo żeby zagłosować za Miszalskim, w praktyce trzeba było nie głosować w ogóle. Tak skonstruowany wymóg frekwencyjny jest absurdalny. Prowadzi to do takich sytuacji jak w Bytomiu, gdzie zwolennicy rady miasta de facto ją odwołali, bo poszli na referendum i zrobili frekwencję. To dałoby się zrobić z sensem oraz w taki sposób, żeby sprawa udziału w referendum nie była przedmiotem tak dwuznacznej gry.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.