Nie muszę chodzić na cmentarz, żeby obcować ze stratą - mówi Paweł Demirski, uznany dramatopisarz i scenarzysta m.in. seriali Netflixa: "Anieli" i "Lalki", który w nowym spektaklu opowiada o swoim ojcu.

Witold Mrozek: O spektaklu „Mam coś w głębi nie do przedstawienia. HAMLET" w Starym Teatrze w Krakowie mówisz, że to twoje najbardziej osobiste przedstawienie. Sięgając po "Hamleta", opowiadasz o swoim zmarłym ojcu. Długo szedł do ciebie duch ojca?

Paweł Demirski: 1 czerwca mija trzydziesta rocznica śmierci mojego starego. Czyli w pewnym sensie ten duch szedł dosyć długo, bo aż 30 lat. W spektaklu jest scena, która wyjaśnia nieco powody zajęcia się teraz tym tematem, więc trochę głupio mi to teraz tu wyciągać. Ale niewątpliwie jest to jakiś efekt mojej sytuacji terapeutycznej, taki jej odprysk. Kiedy patrzę dziś na to wszystko z perspektywy osoby całkowicie już dorosłej i na swój sposób dojrzałej, no – przynajmniej metrykalnie – to całe to życie, czy zawodowe, czy prywatne, czy emocjonalne, odbywało się w cieniu pewnej samotności. Jakbym stał na jednej nodze.