"Praca jest dla mnie ważna, jestem jej oddany, żyję nią, może czasem za bardzo. Bo robię to kosztem najbliższych. Ale wiem, że to rodzina jest najważniejsza i że w ostatecznym rozrachunku najbardziej liczy się to, z czego oni mnie będą pamiętać". Rozmowa z Mateuszem Damięckim, aktorem.
Mateusz Damięcki kończy 45 lat. Przypominamy rozmowę z aktorem, która ukazała się w listopadzie 2025 roku.
Magdalena Karst-Adamczyk: „Druga Furioza" – podobnie jak pierwsza część – to kino gangsterskie, spodziewałam się w nim przemocy, jednak jej rozmiar mnie poraził. Czy robiąc ten film, myśleliście o tym, że to nie jest tylko opowieść o bandytach, ale gorzka diagnoza współczesnego świata, w którym fizyczna przemoc wylewa się na ulice?
Mateusz Damięcki: Tak, jest to opowieść o przemocy i z tym trudno dyskutować. Jednak Cyprianowi [T. Olenckiemu, reżyserowi filmu], ale też mnie – mocno czuję, że to jest też mój film – zależało na tym, aby w tej historii zawrzeć bardziej uniwersalną opowieść. To nie jest tylko i wyłącznie film o brutalnej agresji. Pokazujemy świat, w którym panuje pewien kodeks, określone zasady. W którym są żądza władzy, zdrada i upadek. To przypowieść o szklanej górze, na którą wielu chce się wdrapać, ale większości się to nie udaje. A ten jeden, który dociera na szczyt zbyt późno, uświadamia sobie, że wszystko, co dobre, było niżej, po drodze. I że to stracił bezpowrotnie na własne życzenie. Bo niepohamowany apetyt kończy się zawsze bólem żołądka.











