Legia latem chciała latać, ale zimą leżała. Dziś daleko jej nawet do biegania, ale Marek Papszun nauczył ją chodzić. I to wystarczy, by warszawską wiosnę uznać za sukces.

Niedoceniane potężne zjawisko statystyczne rządzące futbolem to powrót do średniej. Ekstrema mają tendencję, by z czasem samoistnie się wygładzać. W idealnych warunkach potrzeba jedynie czasu, by doszło do naturalnych wypłaszczeń. Odpowiedniej liczby prób. W tym przypadku - meczów. Futbol to sport niskowynikowy. Pojedyncze zdarzenia mają wpływ na wynik. Grając tak samo, osiąga się różne rezultaty. Ale w dłuższym terminie dobrze grający zwykle zbierają tego plon.

Z powrotem do średniej w piłce nożnej jest jednak problem. Bo to rozmowa o ludziach obserwowanych przez innych ludzi. Dobra gra nienagradzana wynikiem frustruje. Tych na boisku i poza nim. Słaba gra skutkująca korzystnymi rezultatami poprawia atmosferę i zwiększa pewność siebie. Co prowadzi do lepszej gry. Zamiast gwizdów, są brawa. Zamiast presji, wsparcie. Piłkarz, który słyszy z trybun "jak spadniemy, zaje***my", zaczyna się spieszyć. Dlatego utrzymanie dobrej gry przy złych wynikach nie jest proste. Zwykle kolejnym krokiem jest coraz gorsza gra. Ewentualnie zmiana trenera, by nowy skorzystał z powrotu do średniej, nazywanym dla niepoznaki efektem nowej miotły.