Dziś, kiedy realizm każe ustępować przed kolejną dziejową koniecznością, warto zapytać, przed czym i przed kim dokładnie ustępujemy.

Autor jest publicystą, jednym z liderów Obywateli RP, byłym działaczem opozycji demokratycznej w czasach PRL (NSZZ Solidarność, Wolność i Pokój, Pomarańczowa Alternatywa), współzakładał NZS. Na przełomie kwietnia i maja 2026 r. spędził dwa tygodnie w więzieniu za protest w obronie klimatu. Nie odwołał się od wyroku nakazowego protestując przeciwko tej procedurze ograniczającej prawa oskarżonych

Czytam tę deklarację kiszyniowską i się zastanawiam. Znam wielu ludzi mówiących o odpowiedzialnej polityce migracyjnej, uważających, że nieodpowiedzialna była „ideologia multikulti", zwłaszcza np. Merkel w 2015 roku, że „trend" jest jaki jest i że sondaże dają przewagę natarciu prawicy. „Konieczność dziejowa" zatem. Kto jej nie uzna, przegra. Uważam, że to bardzo możliwe, że przegra. Owszem.

Dość dobrze pamiętam jałtańską konieczność dziejową. Stały za nią ruskie czołgi. Eurazja na mapach zaznaczona na czerwono i maleńka Polska przy niej. Jakże się temu sprzeciwić? Jakże nieodpowiedzialne były insurekcyjne marzenia? Czy nie lepiej żyć?

Dziś, kiedy ten sam realizm każe ustępować przed kolejną dziejową koniecznością, warto zapytać, przed czym i przed kim dokładnie ustępujemy. Jeśli już wiemy, że przed brunatną falą, to może warto się zastanowić, po której stronie są ci, na których głosowaliśmy? Raz dając zwycięstwo jednym, a raz drugim.