Siedem razy upaść, osiem wstać. Nowy film dokumentalny "Anita" odkrywa, że za trzema olimpijskimi złotami i wieloma rekordami świata kryje się prosta filozofia - i ceramiczna figurka bez oczu.

Papaya Films — studio znane z dokumentów o Robercie Lewandowskim i Wojciechu Szczęsnym, ale też z opowieści o kobietach na własnych warunkach, jak "Mistrzynie" czy „Zagrajmy to po swojemu" z Ewą Pajor, tym razem kieruje kamerę na Anitę Włodarczyk. I robi to tak, jak potrafi najlepiej: bez pompy, bez laurki, za to z pytaniem, które zostaje długo po napisach końcowych.

Jest taki moment w filmie dokumentalnym „Anita", gdy kamera zatrzymuje się na lalce Daruma. Mała, jajowata, czerwona, bez źrenic. W japońskiej tradycji jedno oko maluje się w chwili postawienia sobie celu. Drugie - dopiero gdy cel zostanie osiągnięty. Do tamtej pory lalka patrzy na świat jednym okiem, skupiona wyłącznie na tym, co przed nią.

Anita Włodarczyk ma ich kilka.

To nie jest przypadkowy motyw. Reżyserka Kasia Grabek kończy nim cały film — i trudno o lepszy klucz do tych kilkudziesięciu minut, które wcześniej oglądamy. Bo „Anita" to nie jest dokument o sporcie. To opowieść o tym, jak żyje człowiek, który postanowił nie odpuszczać nawet gdy wszyscy wokół mówią, że już czas.