Końcówka sierpnia ma w sobie coś takiego, że niby jeszcze jest lato, niby jeszcze bywa ciepło i słonecznie, ale jednak w powietrzu czuć już zbliżającą się jesień. A dla mnie to taki czas, kiedy mam ochotę szczelnie owinąć się kocem na kanapie, postawić przed sobą kubek herbaty lub mięty i zatopić w książce albo serialu, który wprawi mnie w pozytywny, lekko nostalgiczny nastrój. Który sprawi, że oglądając go, poczuję się, jakbym znowu jadła zrobione przez babcię słodkie kopytka albo kaszę mannę z dużą ilością masła. Na szczęście nie muszę zastanawiać się, co by było, gdybym znalazła taki serial. Bo znalazłam i to nie jeden. Oto moje TOP 4 seriali, które zawsze poprawiają mi humor.
Zobacz wideo
"Ted Lasso"
Moje absolutne top of the top. Oceniłam ten serial na 10/10 i niczego nie żałuję. Wzrusza, rozczula, bawi, poprawia humor, otula. I wcale, wbrew pozorom, nie jest o piłce nożnej. Najlepszym dowodem na to niech będzie fakt, że mój mąż nie lubi piłki nożnej, ja tak. A to on, i to po długich namowach, przekonał mnie, by go obejrzeć. I oboje przepadliśmy. Piłka nożna jest tam tylko tłem. To serial o emocjach, o relacjach, o radzeniu sobie: z codziennymi trudnościami, presją, traumą, przeszłością, która wciąż odciska piętno na teraźniejszości.










