Trzy utalentowane kajakarki w optymalnym wieku rzucają sport, bo zamiast partnerskiej współpracy zderzyły się z betonem systemu, w którym trener ma absolutną władzę, a związek - święty spokój.

Wciąż mam przed oczami czas, gdy trenowałem kajakarstwo. Cudowne chwile lata były poprzedzone straszną harówką zimą – długą, wymagającą i trwającą dobrych dziesięć lat. I mimo naprawdę ciężkiej pracy nigdy nie osiągnąłem takich sukcesów jak dziewczyny, które opisuję w tekście "Polskie zawodniczki przerywają milczenie i oskarżają system". One zaszły znacznie, znacznie dalej, bo były utalentowane i pracowite. Dlaczego nie dotarły jeszcze dalej?

Sport to piramida. Na jej szczycie znajduje się garstka osób, dla których kariera ułożyła się idealnie dzięki cechom charakteru, predyspozycjom organizmu i sprzyjającym okolicznościom. Talent i pracowitość to gleba, na której sukcesy mogą urosnąć, ale potrzeba czegoś więcej – o wiele więcej. Na początku: dzieciństwa w zachęcającej do sportu rodzinie i doskonałej zabawy za sprawą lokalnego, zakręconego na punkcie sportu trenera, braku poważniejszych kontuzji oraz szybko osiąganych pierwszych sukcesów, dzięki którym można się rozwijać. A potem, gdy sportowiec wchodzi na najwyższy poziom, niezbędna jest inteligentna pomoc federacji. Jeśli trzymamy się analogii gleby, federacja musi wiedzieć, jak tę ziemię uprawiać.