Artem stwierdza, że jest mu wszystko jedno, i zostaje. Alona daje córeczce latarkę i mówi, że idziemy oglądać gwiazdy. Wyskakujemy z wagonów w mrok. Zatrzymaliśmy się w lesie - podobno tak bezpieczniej niż na otwartym terenie.

Korespondencja z Dniepru

Przemyśl, sobotnie popołudnie, połowa sierpnia. Na placu przed terminalem granicznym, obok dworca PKP, wije się długa kolejka. Większość czekających to kobiety z dziećmi, ale nie brakuje też starszych osób. Wszyscy przestępują z nogi na nogę, co chwilę sprawdzają zegarki. Za niecałe dwie godziny ma odjechać pociąg do Kijowa, ale kontrola paszportowa jeszcze się nie zaczęła.

Kobiety próbują zajmować uwagę dzieci, ale maluchy są zmęczone, co chwilę któreś płacze lub krzyczy. Nie ma gdzie usiąść, a najbliższa, płatna toaleta jest po drugiej stronie peronów. Na placu stoją toi-toie, ale są tak brudne, że po zajrzeniu do środka większość osób rezygnuje. W piątym roku wojny wszystko nadal wygląda tu trochę jak prowizorka.

kalendarium