25 sierpnia 2026, 12:01

Pan Konrad twierdzi, że ksiądz pełniący posługę w jednej z parafii pod Lublinem rozbił jego rodzinę. Z relacji mężczyzny wynika, że detektyw potwierdził przypuszczenia dotyczące romansu. Z kolei duchowny zawiadomił policję o incydencie, do którego doszło w kościele.

Fot. RDNE Stock project / Ana Karotkaya Photography // pexels.com

Na początku lipca pan Konrad przerwał mszę odprawianą w jednej z parafii pod Lublinem przez nowego wikarego, księdza Grzegorza. - Byłem akurat w Polsce. Dowiedziałem się, że on będzie odprawiał tam liturgię. Stwierdziłem, że pojadę tam, by ostrzec parafian przed tym człowiekiem. O ironio, głosił kazanie o rodzinie. Gdy skończył, spokojnie wstałem i powiedziałem, by na niego uważali, że to człowiek, który rozbija rodziny, że zabierał moją żonę do lasu i uprawiali tam seks (...). "Ty się, człowieku, Boga nie boisz" - powiedziałem mu na odchodne - relacjonował pan Konrad w rozmowie z "Dziennikiem Wschodnim".

Ksiądz przyznał, że spotykał się z żoną pana KonradaMężczyzna pracuje w Norwegii. W 2024 roku zaczął podejrzewać, że jego żona może mieć romans. Zadzwonił do operatora i sprawdził bilingi, ponieważ kobieta korzystała z telefonu zarejestrowanego na pana Konrada. Wtedy wyszło na jaw, że często kontaktowała się z jednym numerem. Detektyw wynajęty przez mężczyznę miał potwierdzić, że kobieta zdradzała męża z księdzem, który wówczas pełnił posługę w parafii na terenie Lublina.