Budzi ją krzyk: - Gdzie, k***a, macie pieniądze?!

W ciemnościach sypialni Małgorzata widzi nad sobą czarną postać w kominiarce. Chce zawołać męża. Mdleje. Gdy odzyska przytomność, będzie klęczała związana nad łóżkiem, a zbir zasłonięty maską, przyciśnie jej głowę do materaca. Nocną koszulę ma zadartą po szyję. Kątem oka widzi swego męża na podłodze, skrępowanego prześcieradłem. Drugi napastnik go dusi. Paweł, charczącym głosem, prosi: - Nie róbcie jej krzywdy.

Zobacz wideo

Ręce Małgorzaty są tak mocno ściśnięte taśmą, że zrobiły się sine, nabrzmiałe. Mężczyzna w kominiarce zgniata jej palce, aby zdjąć dwa pierścionki. Sterroryzowana kobieta wyznaje, gdzie przechowuje złotą biżuterię. Zabierają wszystko. Katują ją, ale nie zdradzi, że w piwnicznej spiżarce mają schowane 100 tys. złotych.Ratunek przychodzi, gdy na komodzie odezwie się głośnomówiący telefon komórkowy. "Mamo, co się...". Wtedy jeden z oprawców zrzuca aparat na podłogę i wybiega na podwórze. Po chwili dołączy do niego ten drugi, a do sypialni wbiegają syn z żoną, mieszkający w drugiej części bliźniaka. Między budynkami nie ma litej ściany - otwór na drzwi zasłaniają meble.- Ratujcie ojca! - krzyczy Małgorzata.Ale na ratunek nie ma szans. 62-letni Paweł umiera.Taka porządna rodzinaTragedia, jaka rozegrała się w nocy z 2 na 3 lipca 2018 roku w willi znanego w Lidzbarku przedsiębiorcy branży samochodowej, poruszyła mieszkańców. Tłumnie przyszli na jego pogrzeb.Rodzina była wzorem dla innych. Paweł prowadził biznes z dwoma synami, jego żona zajmowała się domem. Dzięki zgodnej współpracy współudziałowców firma dobrze prosperowała, rozszerzając działalność. Pieniądze nie przewróciły właścicielom w głowach; na mieście mówiło się, że jednego się nie dorobili - wrogów. Pytanie, kim byli mordercy, długo wisiało nad miastem.Policjanci z grupy dochodzeniowo-śledczej w Olsztynie mieli do rozszyfrowania wiele niewiadomych. Nikt z domowników nie widział twarzy włamywaczy. Małgorzata spała w ciemnej sypialni, z opuszczonymi roletami. Natalia, synowa ofiary, dostrzegła tylko plecy ciemno ubranych napastników, kiedy wybiegali z willi.To jej teściowa zawdzięcza życie. Młoda kobieta, będąc w trzecim miesiącu ciąży, szła o drugiej w nocy do łazienki, kiedy zza ściany usłyszała charakterystyczny dźwięk otwieranej szafy w sypialni Małgorzaty i Pawła. A potem ktoś, ordynarnie przeklinając wyrzucał rzeczy z wnętrza mebla. To nie były głosy teściów. Natalia obudziła męża, a ten zadzwonił do rodziców.Specjaliści z komendy wojewódzkiej zabrali z miejsca tragedii biologiczne ślady nieproszonych gości, ponadto doszukano się DNA na kawałku taśmy użytej do związania jednej z ofiar. Zostało też odtworzone nagranie z ulicznej kamery - widać zarys samochodu, którym prawdopodobnie przyjechali przestępcy. Ale długo nie udawało się odnieść tych tropów do konkretnych osób.Daremnie analizowano godzina po godzinie czynności, jakie wykonali seniorzy w niedzielę, poprzedzającą tragiczną noc. Nie zdarzyło się nic osobliwego. Przed południem małżeństwo odwiedziło krewnych pod Działdowem, w powrotnej drodze wstąpili do cukierni, aby kupić do domu lody. Wieczorem Paweł oglądał program sportowy, po zakończeniu położył się do łóżka. Jego żona do północy tkwiła przed telewizorem. Noc była ciepła, więc okna w sypialni na piętrze pozostały uchylone. Dla napastników nie miało to zresztą znaczenia; weszli do willi głównymi drzwiami, po rozkręceniu zamka zwykłym śrubokrętem. Brama wjazdowa stała otwarta na oścież.DNA jako wizytówkaPo dwóch latach bezskutecznego śledztwa zdecydowano o zarzuceniu potencjalnemu informatorowi przynęty - 200 tys. zł, które miał ofiarować anonimowy darczyńca.Od tej chwili akta postępowania przygotowawczego zaczęły puchnąć w tempie błyskawicznym. Sygnaliści wzbogacili wiedzę policjantów o kilka niewykrytych przestępstw na terenie północno-wschodniej Polski. Najwięcej było wskazań na sprawców cudzoziemców, zwłaszcza pochodzących zza Buga. Ale też udało się rozwiązać kilka śledczych łamigłówek odnoszących się do zbrodni sprzed lat. Jeden z anonimów nadszedł od kobiety, która przedstawiła się, jako członek rodziny Patryka S., właśnie odsiadującego wyrok za inne przestępstwo. Ale nim go zamknęli z trzema kumplami, brał udział w napadzie; potem wszyscy ukrywali się tak skutecznie, że policja nie trafiła na sprawców. Matka Patryka, gdy dowiedziała się, co zrobił, wylądowała na SOR."Informuję policję, bo dręczy mnie sumienie" - napisała anonimowa autorka listu. Sprawdzono - niejaki Patryk S. nie uczestniczył w żadnym lidzbarskim napadzie, w tym czasie był już za kratkami. Anonim napisała jego żona z zemsty za ujawnioną po niewczasie zdradę niewiernego małżonka.