- Różne rzeczy się słyszało, ale teraz robienie takich oszczędności jest już niemożliwe. Trudno jest znaleźć noclegi za te pieniądze, które się dostaje - Aleksandra Musiał, która w zespole Mai Chwalińskiej zajmuje się logistyką, opowiada o kulisach tenisowego cyrku. I o tym, jak zmieniły się ostatnio realia.

W czerwcu Maja Chwalińska sensacyjnie dotarła do finału Rolanda Garrosa. Jeszcze w tym samym miesiącu doznała kontuzji w I rundzie Wimbledonu i przegrała, choć miała meczbola przy stanie 6:2, 5:3. Teraz, w sierpniu, zadebiutowała w turniejach WTA 1000 i szykuje się do US Open przez pobyt w Meksyku. Tam, konkretnie w Monterrey, od niedzieli będzie grała w turnieju WTA 500.

W życiu niespełna 25-letniej tenisistki nagle wszystko się zmieniło. Jak Chwalińska (obecnie nr 23 w światowym rankingu, a w czerwcu jeszcze tylko numer 114) radzi sobie nie tylko sportowo, ale też ze wszystkim, co jest dla niej nowe, odkąd stała się pełnoprawną uczestniczką wielkiego tenisa? Pytamy o to jej bliską współpracowniczkę.

Łukasz Jachimiak: Co słychać u Mai Chwalińskiej?

Aleksandra Musiał: Maja jest już w Monterrey, gdzie przygotowuje się do kolejnego turnieju, ostatniego sprawdzianu przed US Open. Jest zadowolona z tego, że gra coraz lepiej, ale i ona, i trener uznali, że przed US Open przyda jej się jeszcze trochę grania. Przez przerwę, którą miała po Wimbledonie, potrzebuje teraz przede wszystkim grania meczów na jak najwyższym poziomie. Turniej WTA 500 powinien dać takie okazje.