"To był mecz dla cierpliwych. Amerykanie reklamowali spotkanie Orlando City z Chicago Fire twarzami Roberta Lewandowskiego i Antoine'a Griezmanna - dwóch gigantów, którzy przenieśli się do MLS tego lata. Zanim jednak zaczęli błyszczeć, nad stadionem rozpętała się burza i mecz został wstrzymany na dwie godziny. Dopiero po tej przerwie Lewandowski i Griezmann doszli do głosu. Najpierw Francuz zaliczył asystę, później Polak strzelił gola. I to jego Chicago Fire zeszło z boiska zwycięskie (2:1)" - pisał Dawid Szymczak ze Sport.pl.

Zobacz wideo Hit! Polonia w Chicago oszalała na punkcie Lewandowskiego

Do siatki Lewandowski trafił w 68. minucie z rzutu karnego, który chwilę wcześniej sam wywalczył. Polski snajper wpadł w szesnastkę, gdzie ostry wślizg wykonał Robin Jansson. Z pokonaniem Maxime'a Crepeau "Lewy" nie miał najmniejszych problemów, posyłając piłkę w lewy narożnik bramki.

Kolega z drużyny docenił Lewandowskiego. Oto jak go nazwał

To jednak nie Lewandowski skradł show. Wprawdzie i on, i Griezmann co chwile byli pod lupą realizatora i statystyków, ale najlepszym graczem spotkania wybrano Puso Dithejane. 22-letni piłkarz z RPA także strzelił gola, a asystę przy tym trafieniu zaliczył inny z Polaków, David Poręba.