- Kocham Roberta Lewandowskiego - tak przed meczem z Chicago Fire mówił Antoine Griezmann. Na słowa Francuza z Orlando City niedługo później zareagował reprezentant Polski. - Antoine to świetny piłkarz - chwalił rywala "Lewy". Obaj panowie wymienili się uprzejmościami, ale na boisku ich nie było. Chicago Fire wygrało 2:1.
screen YouTube
"Od początku wszystko kręciło się wokół Roberta Lewandowskiego i Antoine’a Griezmanna – już kilkadziesiąt minut przed meczem zostali zaproszeni na krótkie wywiady, następnie kamery podglądały ich w drodze do szatni i w tunelu - tuż przed wyjściem na murawę, a później - już w trakcie meczu - każda przerwa w grze wydawała się idealna, by pokazać na zbliżeniu twarz przynajmniej jednego z nich. Realizatorzy nie dbali nawet o zachowanie pozorów - reszta zawodników ewidentnie była dla nich tylko tłem" - relacjonował Dawid Szymczak ze Sport.pl.
Zobacz wideo Hit! Polonia w Chicago oszalała na punkcie Lewandowskiego
Obaj zawodnicy zaznaczyli swoją obecność na boisku. W 52. minucie Griezmann dośrodkował z rzutu rożnego wprost na głowę Davida Brekalo, który wyrównał stan spotkania. Niecały kwadrans później Lewandowski wpadł w pole karne, gdzie sfaulował go Robin Jansson. Polak sam postanowił wymierzyć sprawiedliwość i strzałem z jedenastu metrów pokonał Maxime'a Crepeau, dając Chicago Fire zwycięstwo 2:1 nad Orlando City.






