Pierwsze sekundy dramatu zapamiętał jedynie we fragmentach. - Od samego początku lekka mgła. Dopiero później, kiedy autobus zaczyna się przechylać i uderza, w kabinie poczułem się jak w pralce - powiedział w rozmowie ze stacją TVN24.

W chwili zdarzenia zmiennik znajdował się w wygłuszonej kabinie przy środkowych drzwiach pojazdu, gdzie odpoczywał. Stąd pierwsze sekundy wypadku pamięta wyrywkowo. - Od samego początku to już lekka mgła. Dopiero później, kiedy autobus zaczyna się przechylać i uderza, w tej kabinie poczułem się jak w pralce. Zorientowałem się, że jest tragedia, wypadek. Jest moment, kiedy trzeba uciekać z tej kabiny - powiedział.

Kierowca opowiedział, że wraz z innymi pasażerami wyłamali dachowe wyjścia awaryjne. Osoby najsprawniejsze fizycznie jako pierwsze wydostały się na zewnątrz i zaczęły pomagać kolejnym w opuszczeniu pojazdu.

Najpierw wspomagał ewakuację od wewnątrz, a gdy sam znalazł się już na zewnątrz, pomagał wyciągać przez dachowy otwór tych, którzy mieli jeszcze na tyle sił, by pokonać różnicę wysokości sięgającą metra. Osoby poważniej ranne lub uwięzione pod fotelami ewakuowano dolnym wyjściem.

Kierowca odniósł się również w rozmowie ze stacją TVN24 do organizacji pomocy na miejscu wypadku. Ocenił, że strona węgierska działała w miarę swoich możliwości, jednak "gdyby było większe wsparcie polskiej strony, ambasady, polskich lekarzy tam na miejscu, to obsługa byłaby dla ludzi milsza, bezpieczniejsza i może by to wszystko przebiegało bardziej sprawnie".