To pierwsze takie zwycięstwo w karierze Mai Chwalińskiej. Rewelacja niedawnego Rolanda Garrosa pokonała Cristinę Bucsę 6:2, 6:2 w swoim pierwszym występie w turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Polka, która przez lata była tenisistką spoza pierwszej setki światowego rankingu, dopiero zaczyna rywalizować w tak dużych turniejach. Nic dziwnego, że jej zwycięstwo nad 38. w światowym rankingu Bucsą wielu kibiców w biało-czerwonych barwach na trybunach przyjęło jak wielki sukces.
Od 4 czerwca do 15 sierpnia - czyli przez prawie dwa i pół miesiąca – Maja Chwalińska nie wygrała żadnego meczu. Ale od razu podkreślmy, że po półfinale Rolanda Garrosa Polka zagrała jeszcze tylko paryski finał, a następnie pierwszą rundę Wimbledonu i jeden mecz w Toronto. Krótko mówiąc: od genialnego w wykonaniu Mai Rolanda Garrosa czujemy bardziej niedosyt, jeśli chodzi o samą jej grę niż niedosyt związany z brakiem zwycięstw.
Na wygrywanie Mai warto poczekać z cierpliwością. Bo ona po kapitalnym sukcesie w Paryżu urządza się w całkiem nowej rzeczywistości.
Wszyscy pytają o Chwalińską. Odpowiedzieć nie umie nawet Radwańska
Na przełomie maja i czerwca Chwalińska z tenisistki numer 114 w rankingu WTA stała się zawodniczką numer 21. I największą rewelacją w historii wielkoszlemowego Rolanda Garrosa. Polka jako jedyna w dziejach tej imprezy dotarła z kwalifikacji aż do finału.






