Flixbus zostawił nas na postoju, bez bagażu i leków, które przyjmuję od zawału - skarży się pasażer. By dotrzeć na miejsce, zapłacił za taksówkę ponad 500 zł.

- Dobrze, że wychodząc na postoju do toalety, wzięliśmy ze sobą chociaż portfele i telefony - mówi pan Maciej, który w piątek 7 sierpnia podróżował z żoną autobusem Flixbus z Warszawy Zachodniej do Częstochowy. Mieli tam dotrzeć o godz. 22.30. Około 100 km przed Częstochową kierowca zrobił postój na stacji benzynowej.

- Poinformował nas, że postój potrwa około 10 minut. Wyszliśmy z żoną do toalety i kupić kanapkę. Spieszyliśmy się, ale gdy wyszliśmy ze stacji benzynowej, okazało się, że autobus odjechał razem z naszymi bagażami oraz lekami na receptę, które muszę codziennie przyjmować od czasu zawału - relacjonuje pan Maciej.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

MATERIAŁ PROMOCYJNY, 18+