Jeśli wyniki wyborów połówkowych w Stanach Zjednoczonych okażą się wyrównane w okręgach, które mogłyby zdecydować o kontroli nad Izbą Reprezentantów, Donald Trump i Republikanie wykorzystają wszelkie środki, by je unieważnić lub wykluczyć zwycięskich kandydatów Demokratów.
W czasach ekstremalnych zjawisk pogodowych może wydawać się dziwne stwierdzenie, że Stany Zjednoczone potrzebują wielkiego trzęsienia ziemi. Byłaby nim miażdżąca porażka prezydenta Donalda Trumpa w tzw. wyborach połówkowych – 3 listopada
Amerykanie wybiorą wszystkich 435 członków Izby Reprezentantów i 33 ze 100 senatorów. Taka klęska prezydenta jest konieczna, aby w Stanach Zjednoczonych zatrzymać i zarazem odwrócić proces celowej i szybkiej erozji demokracji.
Ceniony Instytut Varieties of Democracy (V-Dem) przy Uniwersytecie w Göteborgu twierdzi, że w 2025 roku USA doświadczyły jednego z najszybszych spadków jakości liberalnej demokracji w historii pomiarów. „Demokracja w Stanach Zjednoczonych", głosi raport »Democracy Report 2026«, „znajduje się obecnie w najgorszym stanie od 60 lat".
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.







