Podczas ostatniej gali federacji Prime MMA do oktagonu wszedł Mariusz Wach. Jego rywalem był.. sześcioosobowy "Gypsy Team". Bokser, który ledwie dwa tygodnie temu walczył z Tysonem Furym, wytrzymał niemal trzy rundy. "Cyrk", "strasznie to przykre", "źle się to ogląda" - eksperci nie mają wątpliwości. Swoją opinię przedstawił nawet Marcin Najman.

Screenshot Canal+

Ledwie dwa tygodnie temu Mariusz Wach wszedł do ringu z Tysonem Furym. Dla Brytyjczyka ta walka była etapem przygotowań do potyczki z Anthonym Joshuą. Polski bokser wytrzymał siedem rund z "Gypsy Kingiem", do ósmej już nie wyszedł. Mało kto jednak spodziewał się, że Wach wyjdzie z tej potyczki zwycięsko.

Zobacz wideo Krzysztof Głowacki tworzy idealnego boksera

46-latek niemal natychmiast ponownie założył rękawice - tym razem już nie bokserskie, a te do MMA. Były pretendent do tytułów mistrza świata wagi ciężkiej wszedł do oktagonu podczas gali federacji Prime. Rywal? Zbiorowy, gdyż naprzeciwko Wacha stanął sześcioosobowy "Gypsy Team". Mogli oni atakować boksera parami i dokonywać lotnych zmian.