Gdyby Christopher Nolan znał język polski i natknął się na recenzje "Odysei", zapewne zawstydzony zmieniłby zawód. Ludzie oburzają się na czarnoskórą Helenę, a w domach mają blond Jezusa z niebieskimi oczami - mówi Wojciech Rzehak, polonista i scenarzysta.
Wojciech Rzehak, polonista, scenarzysta, współtwórca scenariusza do filmu „Kler" Wojciecha Smarzowskiego kierownik działu edukacji w teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie: I w wielu przypadkach zmieszać Nolana z błotem. Czytam te recenzje i nie mogę wyjść z podziwu. Jedni, po kursach scenopisarstwa, wytykają mu błędy w sztuce budowania bohaterów, inni przyznają, że film najpierw im się podobał, ale później zmienili zdanie, bo w jakiejś recenzji pojawiły się słowa krytyki, jeszcze inni, że Nolanowi nie po drodze z postaciami kobiecymi, kolejni, że słabo kreśli postaci męskie, że jest płytki, że spłaszcza, że zubaża. Myślę sobie, że gdyby Nolan znał polski i natknął się na te publikacje, zawstydzony zmieniłby zawód i przestał zajmować się kinem. Na szczęście nie zna, bo w ten sposób jest szansa, że do tych osiemnastu Oscarów, jakie dotąd zgarnęły jego filmy, dojdą następne. A już na poważnie: zadziwia mnie, że nie potrafimy pójść do kina i po prostu przeżyć fascynującej przygody z dobrym filmem. Poddać się magii chwili, ucieszyć oczy, uradować uszy, zatrzymać się przez moment w zadumie.









