Trzy minuty trwały turbulencje, w które wpadła Iga Świątek w meczu trzeciej rundy w Toronto z Viktorią Golubić. Reakcja na początkowe kłopoty jednak była dobra i polska tenisistka może tylko żałować, że nie widział jej na żywo trener Francisco Roig. A ozdobą i symbolem zwycięstwa 6:2, 6:1 nad Szwajcarką było jedno zagranie, które bardzo wiele mówi o tym, jak czuła się w tym spotkaniu.
Patrząc na miejsce w rankingu obu tenisistek, można było się nieco zdziwić, że sztuczna inteligencja oszacowała jedynie na 10 procent szanse 51. na liście WTA Viktorii Golubić na pokonanie w czwartek ósmej w tym zestawieniu Igi Świątek. Ale sam przebieg spotkania pokazał, że te wskazania nie wzięły się znikąd. Tym bardziej jednak warto pamiętać, że pierwszy poważny sprawdzian w Toronto wciąż dopiero przed Polką. I nastąpi prawdopodobnie już w kolejnej rundzie.
Zobacz wideo Chwalińska o najtrudniejszym momencie
Plastyczność nie wystarczyła. Jedno zagranie Świątek mówiło więcej niż wynik meczu
Starsza o dziewięć lat Golubić wprawiła Świątek w przygnębienie raz - gdy pokonała ją w pierwszej rundzie Wimbledonu 2019. Debiutująca wówczas w seniorskiej edycji tego prestiżowego turnieju Polka opowiadała potem, że czuła się w tym meczu beznadziejnie i była mentalnie uśpiona. Wtedy jednak dopiero stawiała pierwsze kroki w świecie dorosłego tenisa. Teraz nikt, poza sympatykami Szwajcarki, nie brał pod uwagę scenariusza zakładającego jej zwycięstwo.






