Samotne dziecko błąkało się po stacji benzynowej wśród samochodów. Pan Piotr poprosił o pomoc policjanta, ale funkcjonariusz nie wysiadł nawet z radiowozu. Dlatego złożył na niego skargę. Co na to policja?

Na stacji benzynowej w Krakowie przy ulicy Kazimierza Wielkiego pan Piotr zauważył w kwietniu tego roku małego chłopca, błąkającego się samotnie wśród samochodów. Próbował do niego podejść, ale przestraszone dziecko pobiegło w stronę ulicy. Na szczęście w pobliżu zaparkował radiowóz. - Poprosiłem policjanta o pomoc. Niestety był zajęty: kończył spożywanie sajgonek mięsnych. Poprosiłem jeszcze raz. Pan policjant odłożył resztkę sajgonek i - nie wysiadając z radiowozu - rozejrzał się wokół. Po czym stwierdził, że nie widzi żadnego dziecka. W pierwszej chwili nie do końca go zrozumiałem, ponieważ mówił z pełnymi ustami. Byłem zdumiony, bo policjanci kojarzyli mi się z zawsze z ludźmi nieodmawiającymi pomocy - relacjonuje nasz czytelnik. Na policjanta złożył skargę. Jedną, a potem drugą.

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.